Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Bajka o tym, jak się wszystko pieprzy

Bajka o tym, jak się wszystko pieprzy

No bo się pieprzy.
14-go stycznia miałam w końcu tego PET-a w Warszawie. Zgodnie z przewidywaniami - cytuję: wynik badania PET-CT wskazuje na aktywny metabolicznie proces rozrostowy w węzłach chłonnych szyjnych, klatki piersiowej, jamy brzusznej oraz w płucach i żebrze VII lewym - progresja choroby. Wszystko fajnie, tylko problem w tym, że od października coś mi rośnie pod albo nawet na przeponie, wysadza do przodu żebra, uciska wnętrzności - żołądek, wszystkie mięśnie, płuca - aż do bólu, od którego ratuje mnie tylko ketonal, bo inaczej spać bym nie mogła. Coś, czego ani ten PET, który se można o kant dupy potłuc, ani prześwietlenie nie wykazują. Od listopada tułam się po szpitalach, oglądały i macały mnie hordy lekarzy, każdy ma własną teorię na ten temat, ale żaden skurwiel nie wpadnie na pomysł, żeby zlecić mi tomografię albo chociaż pierdolone USG. Bo po co.
A progresja? Wysłali mnie na konsultację do poradni onkologicznej w innym szpitalu (no bo w COZL-u już mnie nie chcą). Ze względu na mój zniszczony szpik, nie ma wielkiego pola do popisu. W związku z tym baba wymyśliła mi leczenie talidomidem. Buehehe... Oczywiście znowu leczenie eksperymentalne.
Od samego początku na mnie eksperymentują jak na jakimś jebanym szczurze laboratoryjnym. I chuj im z tego przyszedł. A mi tym bardziej.
W ogóle to zauważyłam, przeglądając swoją historię choroby, że całe leczenie w COZL-u było tylko marnowaniem czasu. Wszystkie chemie, które mi dawali, brałam w DSK. A ich jedyny efekt jest taki, że mi omal całkiem szpiku nie wytłukły.
Boże, widzisz, a nie grzmisz.

A teraz bajka o oku.
4-go stycznia obudziłam się niedowidząc na lewe oko. A konkretniej widząc jak przez zajebiście gęstą mgłę albo zaparowaną szybę. W każdym razie na pytanie "Ile palców widzisz?" nie umiem odpowiedzieć, jeśli odległość od oka jest większa niż pół metra. Do tego białko oka było sinawoczerwone. Mniejsza z tym.
Zgłosiłam to lekarzom w hospicjum. Mądrale orzekły, że to pewnie ujawniła się jakaś zmiana nowotworowa w głowie, na razie to zostawić i czekać na PET-a. Fajnie. Po tygodniu, wieczorem, oko zaczęło mnie zajebiście boleć, myślałam, że mi je rozsadzi. No to dawaj na drugi dzień do okulisty. Diagnoza: rozległe silne zapalenie tęczówki. Po trzech tygodniach zakraplania sterydów do oka i dwóch tygodniach antybiotyku, zapalenie zeszło. Ale na oko dalej nie widzę, bo w tylnej części ciała szklistego pływają jakieś męty, że dna oka nie widać. Owa okulistka wysłała mnie do poradni przy klinice okulistycznej. Moje nieszczęsne oko oglądało pięciu lekarzy, dodatkowo miałam robione USG. Werdykt - 17-go lutego operacja. O ile hematolog zezwoli na znieczulenie ogólne, bo wyniki mam jakie mam, do tego ta zasrana tachykardia. Tak naprawdę ci lekarze z kliniki sami nie wiedzą, co to. Stawiają na jedno z dwóch: albo zmiany grzybicze, albo nowotworowe.
Oczywiście mama już ma obiekcje co do operacji. Wolałaby, żebym jej nie miała bo co, jeśli to faktycznie nowotworowe? Jak to rozgrzebią, to może się bardziej rozwścieczy albo co? A jeśli mus, to lepiej w znieczuleniu miejscowym, bo serce, bo dupa, bo cośtam... Blah, blah... A to niby ja jestem panikarą ==
Jeśli chodzi o mnie, to albo zabieg pod narkozą, albo wcale. Nie zgadzam się ani na zabieg w miejscowym, ani na miejscowe podawanie leków (czyli zastrzyki w oko), jeśli to faktycznie grzybica. Bo ja MAM słabe serce i ono takiego stresu nie wytrzyma. Więc albo rybki, albo akwarium. Jestem żywą istotą, która czuje i to silnie przeżywa, a nie zimnym ochłapem mięsa rzuconym na pastwę tych psycholi w kitlach.

I jak tu nie mieć wszystkiego dość i nie chcieć umrzeć? No jak...?


Fiołek
16:28:54 4/02/2011
[Powrót]
Komentuj





ify 02:22:43 19/02/2011
| brak www IP: 78.8.0.14

jak tam po 17? wszystko poszlo ok?
trzymaj sie...



Qrczę 23:56:45 13/02/2011
| brak www IP: 79.185.7.72

Zdając sobie sprawę, jak utopijnie to hasło brzmi wypowiadane przez kogoś, kto nie ma pojęcia o całym tym piekle na własnej skórze - mówię:
Będzie dobrze.

Zawsze możesz do mnie napisać. Masz do mnie kontakt. Czekam.



09:42:54 7/02/2011
| brak www IP: 89.78.229.91

Cass, niech oni wpadna na jakis lek i cie wylecza T.T to nie fer, ze mlode osoby choruja T.T



juiz 17:05:02 4/02/2011
| brak www IP: 178.235.222.182

Trzymam kciuki za operację.
Mam nadzieję, że jednak mniejsze zło (tylko które?) wyjdzie -_-
Co do znieczulenia...
ech... wszystko ma swoje plusy i minusy, więc jeśli będziesz mogła wybierać... to już wiesz co chcesz ^^ ale jeśli nie, to i tak zrobią to, co będą musieli, w końcu mimo wszystko zależy im byś nie trafiła tam gdzie nie trzeba.

ps. aktualnie pogoda w stolicy jest chujowa, moje samopoczucie jest kiepskie i ogólnie coś wisi w powietrzu, pewnie kłótnia z mężem coś czuje, bo atmosfera napięta. Na razie się zastanawiam nad napisaniem notki tak, by ubrać ładnie w słowa to co się ostatnio dzieje... więc albo dziś, albo w poniedziałek.